niedziela, 2 sierpnia 2015

Chapter 10

Tamtej nocy nie zasnęłam. Całą noc poświęciłam na cichy szloch w poduszkę. Płakałam z powodu Mayi, płakałam, bo pierwszy raz trochę tęskniłam za tatą – był jaki był, ale był – i płakałam, bo nie miałam nikogo, z kim mogłabym teraz o tym wszystkim porozmawiać.
Przejrzałam wszystkie swoje kontakty i znalazłam dwa numery, do których ostatecznie mogłabym zadzwonić, ale szybko przypomniałam sobie, że właścicielka jednego z nich wyjechała do Holandii, a właścicielka drugiego do babci na wybrzeże Anglii. Mogłam tylko zadzwonić i pogadać przez telefon, ale to nie było dla mnie wystarczające. Potrzebowałam kontaktu fizycznego, tego, żeby ktoś mnie po prostu przytulił. Ale nie miałam tego dostać.
O szóstej byłam już nieźle zmęczona, ale moje powieki wciąż się nie zamykały. Dopiero o siódmej rano udało mi się zasnąć. Spałam może ze dwie godziny, kiedy do pokoju wparowała moja mama.
-Lilly, czas wstawać, już dziewiąta – upomniała mnie.
-Tak, ale są wakacje – jęknęłam w poduszkę.
-Szkoda dnia. Mam dziś wolne, może pójdziemy na jakieś zakupy czy coś? Kupię ci coś fajnego na naszą kolację. Widziałam, że podarłaś spodnie, więc możemy kupić jakieś nowe – trajkotała mi nad uchem.
Nie miałam ochoty na nic, ale tutaj odzywała się rozsądna część mnie. Mama nie mogła zobaczyć, jaka jestem rozbita. No, i naprawdę potrzebowałam spodni, a druga okazja na ich kupienie mogła się nie nadarzyć szybko.
Ostatecznie wygramoliłam się z łóżka i poszłam do łazienki. Nigdy tak naprawdę się nie malowałam, przynajmniej nie mocno, a tamtego dnia… nałożyłam chyba z tonę fluidu, pudru, różne cienie do oczu, kredka i tusz. Ostatecznie makijaż wyszedł dosyć naturalnie, a ja chyba nie wyglądałam, jakbym płakała całą noc – najwyżej pół.
Potem poszłam się ubrać. Wybrałam miękkie spodnie w czarnym kolorze, a do tego dresowa bluza bez zamka. Na dworze lało, więc to był dobry wybór. Pod nią jednak nie założyłam nic, gdyż wiedziałam, że nie jest aż tak zimno.
Mama już czekała na mnie w drzwiach, kiedy ja opuściłam swoją bezpieczną strefę, czyli mój pokój. Szybko założyłam buty i wróciłam do siebie tylko po telefon. Już miałam go chwycić, kiedy nagle coś mnie powstrzymało. Po co mi była komórka? I tak nikt nie miał zadzwonić, a ja tylko bym się tym nękała podczas zakupów… W końcu zrezygnowałam. Zostawiałam telefon na biurku tak, jak leżał i wróciłam do mamy. Razem wyszłyśmy w domu.
-Jedziemy autem, czy wolisz autobus? – zapytała. Nie miała prawa jazdy, ja miałam, właśnie dlatego pytała.
Powinnam powiedzieć, że autobus, bo byłam zbyt roztrzęsiona, żeby prowadzić, ale gdybym to zrobiła, mama zaczęłaby coś podejrzewać… Zawsze razem na zakupy jeździłyśmy autem. Byłam trochę wygodnicka.
Moje podejrzenia potwierdziły się, kiedy mama odruchowo zaczęła iść do auta. Nie spodziewała się po mnie innej odpowiedzi, więc musiałam jej dać taką, na jaką czekała.
-Samochód – odparłam.

Z zakupów wróciłyśmy trzy godziny później. Mama była tak podekscytowana zbliżającym się wieczorem w towarzystwie jej nowego faceta i jego syna, że nawet nie zauważyła, jak wielkie przygnębienie mnie ogarnęło. I na moje szczęście. Nie zniosłabym jej kolejnych gadek na temat tego, że ja i Maya ciągle się kłócimy i ciągle nam przechodzi. To mi nie pomaga, tylko mnie dobija. A teraz nie miałam siły na kolejną dawkę demotywacji.
Po powrocie schowałam nowe rzeczy do komody. Mama kupiła mi świetne jeansy, jednak nie tak wygodne jak te, które podarłam. Dostałam też dwie koszulki, jedna to zwykły t-shirt na krótki rękaw w biało-koralowe paski, a druga była bardziej dopasowana, jednak materiał przylega do ciała tylko do pępka, potem robi się bardziej rozkloszowany. Ogólnie bluzka jest błękitna w białe serduszka i ma ledwo widoczny rękaw.
Byłam zadowolona ze swoich zakupów, jednak to wszystko, Maya, tata, mama, a nawet Louis, tak bardzo mnie przytłaczało, że nie potrafiłam się z tego należycie cieszyć. Zmęczona, oklapłam na swoje łóżko i odpaliłam laptopa. Od kilku dni nie dodawałam żadnego filmiku, ale nie miałam na razie siły, żeby jakikolwiek nagrać, dlatego weszłam na fanpage, żeby się jakoś usprawiedliwić. Niemal od razu dostałam kilka komentarzy, ale nawet nie zabrałam się za ich odczytywanie. Spodziewałam się paru hejtów, a wtedy nawet tego bym nie zniosła.
Przełączyłam się na swoje konto na facebooku i od razu zwróciłam uwagę na chat. Maya była dostępna, Harry również. Zrobiło mi się niedobrze na myśl, że prawdopodobnie teraz ze sobą piszą i mają się w najlepsze, podczas gdy ja wewnętrznie umierałam.
Przestałam się skupiać na chacie, a zamiast tego przeniosłam wzrok na powiadomienia i zauważyłam, że mam cztery nowe zaproszenia do grona znajomych. Pierwsze było oczywiście od Louisa, a trzy pozostałe to Niall, Liam i Zayn. Wszystkich zaakceptowałam i zaczęłam przeglądać główną w celu znalezienia jakichś ciekawych piosenek, które zainspirowałyby mnie do nagrania filmiku. Wtedy napisał Louis.
Louis: Hej, co robiłaś cały dzień?
Ja: Byłam na zakupach z mamą, a w chwili obecnej się nudzę. A ty?
Louis: Dopiero wstałem. Jak ty możesz tak żyć?
Ja: W sensie?
Louis: No tak wcześnie wstając. Ja bym potem zasnął na stojąco.
Ja: Mama kazała mi wstawać.
Louis: Czyli jest jeszcze dla Ciebie nadzieja.
Ja: Dzięki. W ogóle nie spałam dziś w nocy, więc w sumie nawet mnie nie obudziła.
Louis: Szalona noc?
Ja: Raczej nie.
I nagle się zawahałam. Po co ja mu to napisałam? Wiem, wiem, bardzo chciałabym z kimś pogadać, ale przecież… Przecież nie mogę tak po prostu zwalić na niego swoich problemów, prawda? Ledwo się znamy. Niby zaoferował mi swoją pomoc w razie czego, ale zazwyczaj to tylko rzucanie słów na wiatr – takie rzeczy mówi się z grzeczności. Co, jeśli naprawdę będę go tylko przytłaczać i przestanie mnie lubić?
Louis: Koszmary?
Ja: Coś w tym stylu. Ale nie będę Ci zawracać głowy.
Louis: Już Ci wczoraj mówiłem, że możesz mi się zwierzyć. To nie jest żaden problem.
Ja: Chmmm… A masz dziś czas? Nie bardzo w sumie lubię gadać na fejsie.
Louis: Dziś nie bardzo… A jutro? Zabiorę cię na obiad do takiej fajnej knajpki obok mojego tymczasowego mieszkania, a potem, jak będziesz chciała, wpadniemy do mnie.
Ja: Oki.
Louis: Ale w porządku? Dasz radę do jutra? Bo jakby co, to ja mogę wszystko odwołać.
Tak, proszę, zrób to. Potrzebuję teraz kogoś – chciałam odpisać, ale zamiast tego wklepałam zupełnie inną odpowiedź.
Ja: Jest w porządku, dam radę.
Louis: A jakieś wesołe newsy?
Ja: Mam nowe spodnie na zastępstwo tych podartych i dwie nowe koszulki. Wiem, pasjonujące.
Chciałam jeszcze dopisać, że o takich rzeczach piszę zazwyczaj Mayi, ale wtedy by się domyślił, że coś między nami jest nie tak, a ja naprawdę nie chciałam mu teraz zawracać głowy. Poza tym… o takich rzeczach zawsze wolałam rozmawiać twarzą w twarz. Jakoś nie lubię ryczeć przed monitorem.
Louis: Bardzo. Chętnie Cię zobaczę w tych nowych ciuszkach xx
Ja: Muszę je zostawić na rodzinną kolację.
Louis: Czy ty nie mówiłaś, że masz tylko mamę?
Ja: Ta… To skomplikowane, opowiem Ci jutro.
Dopiero, kiedy odpisałam, zdałam sobie sprawę z pewnej rzeczy. Ja nie mówiłam Louisowi o swojej sytuacji rodzinnej. Analizowałam dokładnie nasze rozmowy w głowie, ale za nic w świecie nie świtało mi nic, jakobym coś mówiła chłopakowi o moich rodzicach.
Mogła mu powiedzieć albo Maya, albo Harry, ale i po co? Rozmawiali o mnie? Dlaczego?
Ja: Ja Ci mówiłam o swoich rodzicach?
Chwila ciszy, jakby chłopak nagle nie wiedział, co mi odpisać. Chyba nie zdawał sobie sprawy, że przyłapię go na nieścisłości.
Louis: Wtedy w Londynie
Albo na kłamstwie.
Ja: Nie przypominam sobie. Kto Ci powiedział? Nie kłam.
Louis: Okej, okej, Maya mi powiedziała. Mówiła, żebym nie poruszał tego tematu, bo to cię drażni. Zrobiła to dla Twojego dobra. Nie gniewaj się.
Jasne, dla mojego dobra. Bo ona akurat robiła cokolwiek dla mojego dobra. Po cholerę mu powiedziała? Skoro wie, że to dla mnie drażliwy temat, to po co opowiada o nim wszystkim w koło? Jak będę chciała, to sama się zwierzę. Ciekawe, czy ze wszystkimi moimi sekretami tak robi…
Ja: Muszę już iść. Chyba nie mam siły na dokładki.
Louis: Jesteś zła?
Ja: Nie mam już nawet siły być zła. Zobaczymy się jutro.
Louis: Okej…

Następnego dnia byłam kompletnie wyprana z emocji. Spałam, ale miałam wrażenie, że płakałam przez sen, więc rano obudziłam się tak samo zmęczona, jak byłam dnia poprzedniego bez snu.
Dochodziła dziewiąta, więc od razu się podniosłam i posłałam swoje łóżko. Następnie poszłam do łazienki, aby wyszczotkować zęby. Zrobiłam też od razu delikatny makijaż – fioletowe kreski oraz tusz w podobnym kolorze. Zero podkładu i tym podobnych rzeczy. Kiedy skończyłam, przyjrzałam się sobie w lustrze. Nie wyglądałam zbyt dobrze, ale przynajmniej sine oczy mogły być uznane za część makijażu, dzięki kolorowi kredki, jaki wybrałam.
Opuściłam łazienkę i poszłam zjeść śniadanie. Właściwie nic nie chciało mi przejść przez gardło, ale wiedziałam, że muszę się zmusić. Ostatecznie zjadłam dwa płatki ryżowe z masłem, a potem wróciłam do pokoju. Włączyłam komputer i zajęłam się czytaniem komentarzy pod moim wczorajszym postem. Ludzie zachowywali się dosyć życzliwie, ale byli też tacy, którzy pozostawili po sobie kilka niemiłych słów. Można było tylko na to westchnąć, bo nic innego nie dało się zrobić.
Wtedy przeszedł do mnie sms.
Louis: Będę po Ciebie o 13, ok.?
Ja: Ok.
Zerknęłam na zegarek. Było dopiero po 10, ale mimo to zajęłam się już przygotowaniami. Nie miałam w końcu nic innego do roboty. Założyłam swoje czarne legginsy, do tego pudroworóżowa koszulka bez nadruku, a na wierzch czerwona bejsbolówka. Jej jednak jeszcze nie ubrałam, bo byłoby mi za gorąco.
Potem ponownie zajęłam miejsce przed komputerem i tak spędziłam resztę czasu w oczekiwaniu na chłopaka. Kiedy w końcu się pojawił, szybko się zebrałam, zabierając ze sobą tylko telefon, portfel i klucze. Zbiegłam schodami na dół i od razu po wyjściu zobaczyłam uśmiechniętego Louisa. Podeszłam do niego, aby się jakoś z nim przywitać, a wtedy on niespodziewanie mnie przytulił.
-Cześć, ślicznotko – powiedział.
-Louis… - nie wiedziałam, co mogłabym rzec, więc po prostu trwałam w tym niezręcznym dla mnie uścisku.
Chłopak w końcu odsunął się ode mnie i popatrzył na mnie z uśmiechem wymalowanym na twarzy.
-To co? Jedziemy? – zapytał.
-Jedziemy? Czym?
-Jestem samochodem – odparł i chwycił mnie za nadgarstek, żeby pociągnąć w stronę parkingu.
Podeszliśmy do niewielkiego, granatowego auta, a następnie chłopak otworzył przede mną drzwi od strony pasażera. Uśmiechnęłam się do niego delikatnie w podziękowaniu na ten gest, a potem wsiadłam do środka. Louis zajął swoje miejsce, a potem ruszyliśmy. Przez pierwsze kilka minut panowała kompletna cisza, a potem chłopak zadecydował się zagłuszyć ją muzyką. Gdy przeleciała jedna piosenka, zdecydowałam się w końcu odezwać.
-Lou?
-Tak?
-Czy moglibyśmy pojechać po prostu do ciebie? Chyba nie mam ochoty na restauracje – poprosiłam. – Chciałabym pogadać, a nie chcę się rozryczeć w miejscu publicznym – wyjaśniłam swoja postawę.
-W porządku – odparł.  – To kawałek drogi. Mieszkam w takim niedrogim hotelu na obrzeżach.
-Nie spieszy mi się – powiedziałam, siląc się na uśmiech.
-Ładnie dziś wyglądasz – oznajmił nagle.
-Dziękuję – odparłam po prostu. Nie miałam siły na zwyczajną rozmowę, więc bałam się, co to będzie, jak przyjdzie mi rozmawiać z Louisem na ważne tematy.

Jakiś czas potem dotarliśmy do niewielkiego budynku. Louis zaparkował przed nim, a potem razem weszliśmy do środka. Nie było tu windy, więc wdrapaliśmy się na drugie piętro po schodach, a następnie chłopak zaprowadził mnie pod pokój z numerem 23. Otworzył drzwi, a następnie wpuścił mnie do środka. Od razu znalazłam się w sypialni i było tu niespodziewanie czysto, jednak kiedy zerknęłam na szafę, dostrzegłam, że się nie zamyka, co sprawiło, iż domyśliłam się, że chłopak sprzątał w popłochu. Po lewej stronie pokoju było przejście do małej kuchni, natomiast po prawej znajdowały się drzwi do łazienki.
Usiedliśmy z Louisem na małej kanapie w salonie. Chłopak wziął pilota i włączył wieżę stereo, aby muzyka trochę nas ożywiła. Czułam się dziwnie, nie wiedziałam jak zacząć… Przecież nie mogłam walnąć tak prosto z mostu.
-Co wczoraj robiłeś? – zapytałam.
-Cóż… Byłem z Harrym w Londynie. Mieliśmy do załatwienia parę spraw z chłopakami. A ty słuchałaś już demo?
-Nie! Przepraszam, na śmierć o tym zapomniałam. Musi jeszcze leżeć w torebce – odparłam. – Zrobię to dziś, obiecuję.
-Spokojnie. Pewnie miałaś dużo na głowie – powiedział.
-Właściwie to tak, Maya, mama…
-Co z Mayą? – zapytał.
-Pokłóciłyśmy się. Nie powiedziała mi, że rozstała się z Mattem i jeszcze winę za to, że trzymała to w sekrecie, zrzuciła na mnie. Do tego chodzi z Harrym… - ugryzłam się w język przy ostatnim zdaniu. Byłam tak blisko wyznania Louisowi, że Harry mi się podoba, jednak w porę włączyłam znów swój mózg. – Nie chcę, żeby leczyła się w ten sposób po byłym.
-Myślisz, że to robi?
-Sama nie wiem, ale tak to wygląda. W końcu ledwo rozstała się z jednym, a już ma drugiego. I nic mi nie powiedziała, jeszcze zaczęła się wydzierać na mnie, że gdybym nigdzie nie wyjechała, to o wszystkim bym wiedziała – wyrzuciłam to z siebie. – A ty wiedziałeś?
-Nie o Mattcie, ale tak, wiedziałem, że ze sobą są. Jestem tak samo w szoku jak i ty. Harry nie jest typem chłopaka, który tak szybko się wiąże z dziewczyną – oznajmił.
-Myślisz, że coś się za tym kryje? – dopytałam, ale chłopak tylko wzruszył ramionami. – Nic nie przypuszczasz?
-Lil, oboje są już dorosłymi, albo prawie dorosłymi ludźmi. Nie mogę się mieszać w ich życie. I tak zrobią to, co zechcą – słusznie zauważył, po czym wstał z kanapy i poszedł do kuchni. Ruszyłam za nim.
-Ale nie przejmujesz się tym? Harry to twój przyjaciel, nie rusza cię to, że może znów zostać zraniony? – dopytywałam, podczas gdy chłopak wyjął dwie szklanki i nalał do nich soku z lodówki.
-Jasne, że się przejmuję, ale Harry chyba zna sytuację z Mattem, więc wie, w co się pakuje – zauważył.
-No tak… Musi wiedzieć o Mattcie. Kiedy się poznaliśmy, Maya jeszcze z nim była – powiedziałam bardziej do siebie, niż do niego. – Ale to i tak mnie boli najmniej. Nie powiedziała mi. Pokłóciłyśmy się strasznie i… boję się, że to już koniec naszej przyjaźni.
Louis podał mi szklankę z sokiem, a potem poszliśmy w kierunku miejsca, gdzie wcześniej siedzieliśmy.
-Pamiętasz, co mówiłem Ci ostatnio? – zapytał, kiedy usiedliśmy. Nie czekał jednak na moją odpowiedź, tylko kontynuował. – Nie możesz cięgle uganiać się za kimś, kto nie ugania się za tobą. Właśnie to cię wyniszcza, zabiera twojego ducha. Jak nie Maya, to ktoś inny. Tylko musisz się rozejrzeć, bo skupianie wzroku tylko na jednej osobie w niczym ci nie pomoże.
-Nie wiem, czy umiem już inaczej – wszeptałam wzdychając. Zrobiłam dwa łyki soku, a potem odstawiam szklankę na parapet.
(muzyka)
-Jestem pewien, że potrafisz – odpowiedział i wtedy spojrzałam mu w oczy. Błękit jego tęczówek ślicznie lśnił się w świetle słonecznych promieni, a ja nie mogłam przestać marzyć, że może nagle ten kolor zostanie zastąpiony zielenią...
Louis odstawił swoją szklankę na parapet, podobnie jak ja, nie odwracając ode mnie wzroku. Przeszył mnie dreszcz, ale nie poczułam w brzuchu motyli, których się spodziewałam. Usta Louisa były niebezpiecznie blisko moich, jednak jeszcze mogłam nie dopuścić do pocałunku, który się zbliżał.
-Jesteś świetną dziewczyną, wierzę, że dasz radę – wyszeptał, a ja czułam jego ciepły oddech, muskający moje wargi, które nagle zrobiły się jakby suche.
Kilka sekund było cichych, niezmąconych żadnym dźwiękiem, chociaż grała muzyka, a okno było otwarte i zewnątrz dobiegały przeróżne dźwięki. Było dokładnie tak, jakby zatrzymał się czas. Ale nie dlatego, że ta chwila była magiczna i po prostu cały wszechświat stanął na głowie, aby było idealnie. Zatrzymał się dlatego, że powietrze wypełniło moje przerażenie. Zaraz miało wydarzyć się to, czego tak długo oczekiwałam, a jednak nie cieszyło mnie to. Zawsze myślałam, że pierwszy raz pocałuję kogoś, w kim się zakocham, a tak nie było. Byłam ja. Był Louis. Nie było nas, tylko dwie osobne jednostki. I powinnam była to przerwać, kiedy tylko zdałam sobie sprawę, że chyba nie czuję kompletnie nic do Louisa, jednak ja tam po prostu nieruchomo siedziałam i czekałam, aż stanie się coś, co mnie uratuje przed tym pocałunkiem. To się jednak nie wydarzyło. Louis docisnął swoje wargi do moich i delikatnie mnie pocałował. Dopasowałam się do jego ruchów, nie wiedząc, co innego mogłabym zrobić. Przecież nie należało go odrzucić w trakcie pocałunku.
Po chwili chłopak odsunął się ode mnie i spojrzał mi w oczy, a ja zapragnęłam po prostu uciec stamtąd z wrzaskiem, ale tego też nie zrobiłam. Po prostu tam siedziałam i wpatrywałam się w niego z pustym wyrazem twarzy.
-Co nie tak? – zapytał w końcu.
-Nie, ja… po prostu… jeszcze się nie całowałam wcześniej – palnęłam, mając nadzieję, że to jakoś mnie usprawiedliwi.
-No, to trzeba nadrobić twoje zaległości – powiedział i wtedy pocałował mnie znowu.
Nie tego się spodziewałam, ale znów się nie odsunęłam. Pozwoliłam, żeby mnie całował i z każdą sekundą trwania tego pocałunku niszczył jeszcze bardziej, niż zrobiła to wcześniej Maya, rodzice albo nawet Harry…
(posłuchaj piosenki do końca, nie rozpraszając się robieniem czegokolwiek innego)
___________________________________________________________
Kiedy to czytacie, ja już pewnie wygrzewam się na słonku na plaży, więc jeżeli w rozdziale zauważycie jakiekolwiek błędy, to poprawię je po powrocie. Mam nadzieję, że rozdział Wam się podobał i liczę na wasze przemyślenia w komentarzach :)

3 komentarze

  1. Jak mogłaś mi to zrobić? No jak? Myślałam, że ja i moje uczucia coś dla ciebie znaczymy...
    Myliłam się. Ty potworze!!!! Przecież ona miała się całować z Harrym!!! Rozumiesz z H-A-R-R-Y-M !!! No chyba, że to wszystko się tylko przyśniło Lilly? Albo się czegoś naćpała i miała halucynacje? Albo Harry tak bardzo chciał pocałować Lilly, ale nie wiedział jak to zrobić, więc zrobił sobie operację plastyczną by wyglądać jak Lou?
    Spodziewałam się, że ten rozdział będzie "ciekawy", ale liczyłam na coś zupełnie innego, a ty mi tu wyjeżdżasz z pocałunkiem? NIE! Ja się nie zgadzam!
    Zauważyłam, że Lilly robi to samo co Maya- stara się zapomnieć o starej miłości, pakując się w nową. Aż się boje co z tego wyniknie... Ciekawi mnie, czy ten pocałunek to też była część planu (wiesz kogo), czy Lou sam tego chciał.

    Napisałabym, że czekam na kolejny rozdział, ale jak ma być jeszcze gorszy, to ja nie wiem czy chcę to czytać?

    OdpowiedzUsuń
  2. [...] Nie wiem ile tak już leżałam. Miałam wrażenie, że zalałam krwią z nosa całe łóżko. Do pokoju wszedł Harry, spojrzał na mnie i się zaśmiał. Szczerze powiem, że miałam nadzieje, że chociaż powie coś Zaynowi a on tak po prostu patrzył się na mnie i się śmiał.
    - Musiało boleć - zachichotał, po czym podszedł do mnie i złapał mnie za podbródek.
    - Długo już ci tak leci ? - zapytał
    - raczej tak - odpowiedziałam smutno, prawie że płacząc.
    Usłyszałam tylko jak głośno wypuszcza powietrze.
    - Musiałaś sobie czymś zasłużyć, następnym razem trzymaj zęby na kłódkę , bo sama widzisz jak na tym wychodzisz. - podał mi gazik, żebym sobie przytkała do nosa.
    Siedziałam na tym łóżku i słuchałam co ma do powiedzenia, a ze mną było co raz gorzej. Było mi tak bardzo słabo, kręciło mi się w głowie, a do tego jeszcze nie mogłam złapać oddechu. Widziałam tylko jakieś czarne plamki, które jeszcze bardziej się powiększały, po czym nastała tylko ciemność.
    Serdecznie Zapraszam :) http://rose-abducted.blogspot.com
    Ps; przepraszam za spam

    OdpowiedzUsuń