czwartek, 17 grudnia 2015

02. Chapter 4

Wiecie, co jest najżałośniejsze? To że mam tych rozdziałów kupę w wordzie, ale jestem zbyt leniwa, żeby sprawdzić, bo wolę pisać nowe. Przepraszam. Zrehabilituję się. W przyszyłym tygodniu minimum dwa rozdziały. Przyrzekam.

-Nie – jęknęłam, kiedy w poniedziałek mój budzik zadzwonił chwilę przed ósmą rano.
Logan wysłał mi mailem mój grafik i wychodziło z niego, że przez najbliższe cztery dni pochodzę sobie do pracy na właśnie tę zmianę. Potem miało być w sumie tylko gorzej. Miałam popołudniową zmianę, która kończyła się dopiero o dwudziestej drugiej. Sama nie wiem co gorsze. Poranne wstawanie, czy późne wracanie.
     Po kilku minutach jednak zmusiłam się, aby wstać. Zamierzałam przecież wyglądać jakoś w miarę przyzwoicie. Nie wiedzieć czemu, bardzo chciałam, aby Loganowi się podobało. Był dupkiem, ale kręcił mnie. Dziwne, bo nigdy wcześniej to się nie zdarzało. Zawsze lubiłam raczej chłopaków w stylu Harry’ego. Spokojnych, opanowanych, może romantycznych. Umiejących rozmawiać, nawet o uczuciach. Logan ze swoim podejściem „zawsze mam to, czego chcę” zdecydowanie nie jest typem romantyka.
Wpół do dziewiątej byłam gotowa do wyjścia. Chwyciłam jeszcze na szybko ciepły rogalik, która babcia niedawno upiekła. Jeśli będzie tak robiła codziennie, to chyba wrócę do figury sprzed czterech lat. Chociaż praca na basenie może niwelować zjedzone kalorie.
Tym razem wzięłam swój samochód. W drodze do pracy zadzwoniłam do mamy. Nie gadałyśmy właściwie odkąd wyjechałam. Włączyłam telefon na głośnik i położyłam na swoich kolanach, a następnie ruszyłam. Chwilę czekałam, zanim mama odebrała, ale nie przesadnie długo, więc się nie przejęłam.
-Hej, mamo – przywitałam się.
-Hej, kochanie. Właśnie jesteśmy w drodze na lotnisko – powiedziała albo wręcz wyszczebiotała. Howard zdecydowanie uczynił ją szczęśliwą kobietą.
-To dziś? Byłam pewna, że dopiero za tydzień – odparłam.
-Nie, dzisiaj. Widzisz, gdybyśmy częściej się widywały przed wyjazdem, na pewno byś pamiętała – westchnęła, jakby była lekko smutna z tego powodu.
Ale miała rację. Odkąd wzięła ślub z Howardem, właściwie mieszkała u niego. U mnie pojawiała się raz na jakiś czas, żeby opieprzyć mnie za jakąś jedynkę. Znaczy… czasami zostawała na noc, ale rzadko się zdarzało, aby było ich kilka pod rząd. Wiem, że starała się być dobrą matką, ale ostatnio raczej skupiła się na funkcji żony. Kiedy odmówiłam przeprowadzki do Howarda, nawet nie próbowała mnie zbytni przekonać. Nie żeby w ogóle złożyła jakąś oficjalną propozycję. Albo wiedziała od samego początku, że nie przeniosę się do domu jej nowego faceta, albo po prostu chciała być z nim sama. Nie uważam, że przestałam się liczyć. Po prostu chciała mieć dużo czasu z nim sam na sam. Zakochała się.
-W porządku, mamo – odparłam.
-Jak tam u babci?
-Jest dobrze. Wyremontowali mi piętro, wiesz? Wszystko wygląda pięknie. Podejrzewam, że to widzka pomagała im to zaprojektować. Powiedzieli, że dziewczyna z sąsiedztwa – opowiedziałam.
-Co? Tak ci powiedzieli? – zdziwiła się.
-No, a co?
Westchnęła.
-Nie wiem, czy powinnam ci o tym mówić. Nie chcę, żebyś była zła – odparła.
-Mamo… co jest grane? Mów – nalegałam, zatrzymując się na czerwonym świetle.
-Twój tata… Cóż, zadzwonił do mnie i powiedział, że dziadkowie w ramach niespodzianki chcą wyremontować ci pokój. Wysłał mi mailem projekty, mówił, że są zgodne z jednym z filmików, który nagrałaś, ale on się nie zna na wystroju i kazał mi dodać parę rzeczy od siebie – odpowiedziała. – A więc to tata zaprojektował twój pokój, nie żadna widzka.
Serce mi stanęło. Po co on to robił? Przecież mnie nie kupi! Dosadnie mu to powiedziałam rok temu, nie przyjmując jego prezentu. Zresztą nawet się nie odezwał od tamtej pory, oczywiście poza kartkami okolicznościowymi i wysłaniem (pierwszy raz od czterech lat) prezentu na moje osiemnaste urodziny. Była to kamera, której ostatnio nie przyjęłam. Ponieważ stara mi się psuła, ostatecznie zdecydowałam się przyjąć „upominek”.
Samochód zatrąbił i dopiero wtedy zdałam sobie sprawę, że stoję, chociaż już od dawna mam zielone.
-Nie mogę już gadać, jadę do pracy, to pierwszy dzień. Zadzwoń jak dolecicie, pa – powiedziałam i rozłączyłam się, nie dając mamie szansy na odpowiedź.
Po zakończeniu rozmowy natychmiast ruszyłam, żeby nie blokować dłużej ruchu. W głowie cały czas miałam mętlik. Dlaczego tata zadbał o to, żebym miała pokoje marzeń? Czy tylko podsunął projekty dziadkom, czy także za wszystko zapłacił? Westchnęłam w geście frustracji.
W końcu dojechałam pod basen i musiałam zakończyć swoje rozmyślania. Nie mogłam przecież siedzieć cały czas struta. To nie najlepszy sposób, żeby urzec Logana. Nie żeby mi na tym zależało! Ja i Logan… różniliśmy się znacząco od siebie. To nie miałoby najmniejszego sensu.
Zajęłam miejsce na parkingu dostępnym tylko dla personelu i wysiadłam z auta. Wtedy pojawił się ten motor. Wjechał z rykiem na miejsce obok mojego samochodu i z piskiem zahamował. Czarny kask z przyciemnianą szybką nie pozwalał mi zobaczyć, kto się pod nim kryje. Wtedy jednak odpiął go i pozbył się z głowy. Zobaczyłam, że to Logan. W skórzanej kurtce i czarnych jeansach wyglądał naprawdę dobrze. Wszystko to dodawało mu uroku do tego całego efektu bad boya, który zdecydowanie starał się osiągnąć – świadomie czy nie.
-Cześć, Buntowniczko – przywitał się ze mną, po czym zeskoczył z motoru.
Szczerze, odjęło mi mowę. Powinnam była się przywitać, ale brakowało mi słów. Byłam w szoku. Nigdy nie podobali mi się chłopcy w jego stylu, a teraz po prostu nie mogłam oderwać wzroku. Chyba to zauważył, bo uśmiechnął się pod nosem. Podszedł do mnie wyjątkowo blisko i złapał za podbródek. Pokierował mój wzrok do góry, abym mogła spojrzeć w jego niebieskie oczy.
-Nie bądź zbyt łatwa, chcę mieć trochę zabawy. Bądź buntowniczką – pouczył mnie szeptem.
Mimo że jego słowa były w sumie trochę obraźliwe i powinnam się poczuć urażona, nie mogłam się skupić na złości, kiedy jego usta były tak blisko. Marzyłam o tym, aby docisnął je do moich. On jednak tego nie zrobił. Bezpiecznie się wycofał, a potem, jak gdyby nigdy nic, ruszył w kierunku wejścia na basen.
Chwilę trwało, zanim się otrząsnęłam. Kiedy w końcu to nastąpiło, jak najszybciej pobiegłam za nim do wejścia. Nie dostrzegłam go w środku, więc podeszłam do recepcjonistki, która pokierowała mnie do szatni dla personelu. Myślałam, że szatnie są oddzielne dla kobiet i mężczyzn, dlatego prawie zeszłam na zawał, kiedy zobaczyłam Logana w samych bokserkach. O. Mój. Boże.
Odwagi, Lilly, już raz dziś z ciebie zakpił, upomniałam się w głowie i natychmiast wzięłam w garść. Byłam taka odważna kilka dni temu, kiedy się poznaliśmy, a teraz dawałam ciała. Przecież tak nie mogło być!
-Nie wiem, czy wiesz, ale oprócz szatni, są tu takie kabiny. Nazywa się je przebieralniami – powiedziałam, a Logan natychmiast się odwrócił. Oczywiście, już miał na twarzy wymalowany ten kpiący uśmieszek.
-Wiem, co to przebieralnie, ale pomyślałem, że będziesz chciała popatrzeć – odparł w typowy dla siebie sposób.
Wywróciłam oczami, chociaż było to nie lada wyzwanie. Moje oczy wręcz błagały, abym chociaż na moment skierowała je na klatkę piersiową Logana. Nie pozwoliłam sobie jednak na to i skierowałam się do przebieralni. Chwilę potem byłam już w kostiumie kąpielowym, ale wiedziałam, że to nie wszystko. Potrzebuję uniformu. Czerwonego przebrania, które miał na sobie ostatnio Logan.
Kiedy wyszłam, chłopak czekał na mnie kompletnie ubrany. W ręku trzymał świeży zestaw ubrań. Domyślałam się, że to właśnie mój uniform. Podeszłam, aby zabrać go z rąk Logana.
-Szczerze, wolałbym, żebyś go nie ubierała, ale takie są wymogi – westchnął, jakby zrezygnowany. Tylko wywróciłam na niego oczami, po czym wciągnęłam koszulkę, za dużą, jak na moje oko, oraz shorty.
Weszliśmy na basen ramię w ramię, a potem skierowaliśmy się na leżaki, gdzie mogliśmy siedzieć, dopóki nie wydarzy się coś złego. Jeśli w ogóle się wydarzy. Logan mówił, że to w sumie raczej nie dzieje, ale trzeba być przezornym.
Siedzieliśmy kilkanaście minut w ciszy. Logan uważnie skanował wzrokiem basen, w poszukiwaniu zagrożenia. Kiedy nie dostrzegł nic niepokojącego, spojrzał na mnie.
-Te ciuchy powinny chociaż przylegać do ciała. Przynajmniej w przypadku kobiet. Gdybym musiał patrzeć na Smitha w obcisłych ciuchach, to cóż… byłoby to nieapetyczne – skwitował, a ja cicho się zaśmiałam, ale nie skomentowałam. – W ogóle będziesz musiała iść na jakieś badania – zmienił temat.
-Co?
-Takie wymogi. Właściwie bez tych badań nie powinienem był cię tutaj w ogóle wpuścić, ale przez kilka następnych dni jestem na basenie sam, a to też niezgodne z regulaminem. Zawsze musi być nas co najmniej dwoje. Spadłaś mi z nieba tym swoim nagłym przybyciem. Powinienem cię właściwie nazywać moim aniołem, ale musiałaś być też niezłą buntowniczką, skoro spadłaś – dalej sobie ze mnie kpił, za co oberwał kuksańca w ramię.
-Wszystkim dziewczynom wciskasz te głodne kawałki? – śmiałam się.
-Pewnie, póki nie zamoczę – odparł i choć wiedziałam, że to żart, nie wydało mi się to w ogóle śmieszne.
Logan spojrzał na mnie i poruszył śmiesznie brwiami. Nie mogłam się powstrzymać i zdzieliłam go z liścia w twarz, nie jakoś mocno, w końcu był moim kierownikiem, ale jednak dostał. Potem wstałam, żeby przenieść się na inny leżak.
-Dupek! – krzyknęłam na odchodne i zajęłam miejsce prawie na drugim końcu basenu.
Logan zaśmiał, a potem chyba powiedział „buntowniczka”, ale nie jestem pewna. Chłopak był niesamowitym dupkiem! Nie wierzyłam, że zwróciłam na niego uwagę. Najchętniej spaliłabym się ze wstydu, zwłaszcza że ostatnio śnił mi się prawie każdej nocy. Idiotka. Przecież wiedziałam, jaki z Logana jest typ człowieka. Zamiast tego zaczęłam się pakować w jakieś gówno, zapominając o realiach. Nic z tego. Koniec z tym.
Siedziałam tak ze dwie godziny, nie zerkając na niego ani raz. W końcu jednak nie wytrzymałam i spojrzałam na miejsce, w którym siedział, ale nie było go tam. I nagle ktoś zakrył mi oczy.
-Zgadnij, czyje grzeszne dłonie właśnie zakrywają ci oczy – zapytał ktoś zmodyfikowanym głosem. Wiedziałam jednak doskonale, że to Logan.
-Spadaj, dupku! – burknęłam. Chciałam grać obrażoną, ale kiedy tylko znalazł się blisko… Jakoś nie mogłam się już gniewać, chociaż się starałam.
-Brawo, właśnie odgadłaś moje imię – powiedział, śmiejąc się, a potem usiadł na leżaku obok mnie. – Ale powinnaś wymyślić lepsze określenie. „Dupek” jest takie oklepane.
-Możesz być prostakiem, jeśli tak mocno chcesz – mruknęłam pod nosem. W zamiarach miało to być syknięcie, ale wyszło raczej, jakbym hamowała uśmiech. Pewnie dlatego, że tak było w rzeczywistości.
-Widzę, że próbujesz się buntować, ale słabo ci wychodzi. Wiem, że już się na mnie nie gniewasz – stwierdził.
-No to się mylisz. Nazwałeś mnie łatwą. Kilkakrotnie dziś – przypomniałam mu.
-Wkurzam cię trochę, wyluzuj, mała – starał się ze mną droczyć, ale w sumie nie wychodziło mu. Kiedy uświadomiłam sobie, że faktycznie zasugerował mi bycie "łatwą" już kilka razy, ponownie spochmurniałam. – Co mam zrobić, abyś mi wybaczyła? – zapytał, widząc moją nieugiętą minę.
-Spadaj – burknęłam pod nosem.
-Okej, okej, spadnę. Z krawędzi prosto do basenu. Popełnię samobójstwo, bo jesteś tego warta – powiedział udawanym poważnym głosem. W tamtym momencie tak bardzo skojarzył mi się z Louisem, że aż ścisnęło mnie w środku.
Nie zwracałam na niego uwagi, póki nie wstał i rzeczywiście nie ustał nad krawędzią basenu. Tyłem. Przycisnął sobie palce do głowy, jakby to był pistolet i popatrzył na mnie.
-Powiedz, kiedy mam strzelać – poprosił.
Wywróciłam oczami, a on westchnął, jakby był zawiedziony. Pogapił się jeszcze chwilę na moją niezmienną minę, po czym wydał dźwięk strzału i przewrócił się, aby wylądować z pluskiem w wodzie. Mokra ciecz mnie dosięgła i uczyniła całkowicie mokrą. Głupi Logan.
Czekałam, aż się wynurzy, aby móc go ochrzanić, ale on się nie pojawiał. Minęło trochę czasu, a on dalej pozostawał pod wodą. Zaczynałam się martwić. A może się uderzył, kiedy wpadał do wody? Może coś mu się stało i naprawdę nie może wypłynąć? Poczekałam jeszcze kilka sekund, ale Logan nie wypływał. Zdenerwowałam się i w końcu wskoczyłam do wody, żeby spróbować go uratować.
Mokre włosy przysłoniły mi pole widzenia, ale odgarnęłam je i zobaczyłam Logana. Siedział po turecku na dnia ziemi, przytrzymując się płytek, aby nie wypłynąć na powierzchnię. I był w pełni przytomny! Uśmiechnął się, kiedy mnie zobaczył. Za to ja zrobiłam wkurzoną minę i wypłynęłam na powierzchnię, a on za mną.
-Dupek! – wrzasnęłam tak głośno, że zdecydowanie było mnie słychać na całym basenie.
Po raz kolejny się zaśmiał, za co ochlapałam go wodą. Miałam nadzieję, że dostanie mu się po oczach, a chlor sprawi, że będą go szczypały.
Podpłynęłam do brzegu i już miał wychodzić, kiedy złapał mnie za plecy i ściągnął z powrotem pod wodę. Szarpałam się, ale był ode mnie silniejszy, więc nie miałam szans.
Uwolnił mnie ze swojego uścisku dopiero po kilku sekundach, kiedy znajdowaliśmy się na dnie basenu. Zmierzyłam go swoim wkurzonym wzrokiem, a on podpłynął do mnie i położył swoje dłonie na moich policzkach. Chciałam odpłynąć, naprawdę, ale jakoś zabrakło mi motywacji. Znalazł się tak blisko mnie. Jego usta prawie stykały się z moimi, a nasze nosy właściwie już się dotykały. Myślałam, że mnie pocałuje. Zamknęłam oczy, chcąc mu na to pozwolić, kiedy nagle przestałam czuć dotyk jego dłoni na policzkach. Otworzyłam oczy i zobaczyłam, że chłopak wypływa na powierzchnię, więc ruszyłam za nim.
Szczerze, czułam się trochę upokorzona. Pozwoliłam mu na pocałunek, a on po prostu mnie nabrał. Gdy tylko zamknęłam oczy, zostawił mnie na lodzie, a ja mogłam tylko czuć posmak wstydu i odrzucenia.
Wyłoniwszy się na powierzchnie, nie miałam odwagi, aby spojrzeć mu w oczy. On jednak podpłynął do mnie i objął mnie w pasie. Chciałam go odepchnąć, ale nie pozwolił mi na to.
-Pocałowałbym cię, ale nie chcę być dupkiem. Dopiero się poznaliśmy – wiem, że znów mnie wkurzał. Specjalnie użył określenia, jakim nazywałam go, odkąd tylko pierwszy raz się spotkaliśmy.
-Wal się – burknęłam. – Cieszę się, że tego nie zrobiłeś.
-Oj, Lilly, nie umiesz kłamać – w końcu zauważył, używając jednocześnie po raz pierwszy mojego prawdziwego imienia, kiedy się do mnie zwrócił. – Zrobimy inaczej. Dostaniesz to, czego tak bardzo pragniesz, ale w zamian za małe spotkanko, sam na sam.
-Jesteś obleśny! Nie prześpię się z tobą! – burknęłam na niego, czując autentyczne obrzydzenie propozycją, jaką mi złożył. Albo jaką wydawało mi się, że złożył.
-Nie to miałem na myśli! – zaoponował od razu. – Spotkajmy się po prostu, poza pracą. Ty, ja i jakieś kino albo coś takiego. Wybierz sama. Nie jestem specjalnie romantyczny.
-Rzuca się w oczy – odparłam, dalej lekko wkurzona.
-No więc omówiliśmy najważniejszą kwestię. Ja nie jestem romantyczny, ty nie potrafisz kłamać, więc co? Dzisiaj o siódmej? Podjadę po ciebie – obiecał.
-Okej, ale chcę bukiet róż i jakiś romantyczny tekst na przywitanie – powiedziałam, przestając już być obrażona. Zaczynałam z nim żartować.
-Załatwione! – powiedział, śmiejąc się i tym śmiechem jednocześnie zarażając mnie.

7 komentarzy

  1. Trzymam cię za słowo, bo jestem bardzo ciekawa tej randki!
    Postać Londona udała ci się świetnie! Naprawdę! Już go uwielbiam, ale nie zapominam o Harrym (!) Rozwaliłaś mnie tym "Popełnię samobójstwo, bo jesteś tego warta" <3 To było mega słodkie, oni cali się tacy słodcy <3

    OdpowiedzUsuń
  2. NIE! Ja nie chcę żadnego Logana!

    Gdzie jesteś Harry? Zarywają do Twojej Lilly, a Ty co? Weź no idź na basen albo coś w tym stylu. Wcale bym się nie pogniewała. Ja nie wytrzymam jeśli oni się w końcu nie spotkają. A wtedy ten cały Logan może trochę namieszać, żeby nudno nie było :) Ale nich już Harry spotka tą prawdziwą Lilly, a nie same fałszywe :)

    Bardzo się cieszę, że w przyszłym tygodniu będą dwa rozdziały :) To taki prezent na święta :) Niecierpliwie czekam na kolejny <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nareszcie jest to ktoś z kim się zgadam! #TeamHarryFOREVER
      Miejmy nadzieję, że Hazz zaraz zrobi wielkie wejście"Łapy precz od mojej dziewczyny blondasku!"

      Usuń
  3. o jejciu! cały ten rozdział się szczerzyłam, a nie chciałabyś tego widzieć, bo mam naprawdę okropny uśmiech XD
    tak, Logan! 3 razy tak, przechodzisz dalej
    jest słodki
    nie chce Louisa
    ani Harrego
    chcę mojego Logana! <3
    pokochałam go
    +tak, nadal czytam :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Według mnie Logan nie jest słodki. Ale zdecydowanie dobrze, że zapomina o Harrym. Dobrze by było by stworzyła nowy prawdziwy związek... Ale Logan się do tego nie nadaje. Choć świetnie go wykreowałaś.

    OdpowiedzUsuń
  5. Jestem teraz w szpitalu i mam wiele czasu na czytanie, wièc trafiłam na twojego bloga i się zakochałam. Naprawdę wciąga! Szybko wszystko nadrobiłam i jestem już na bierząco, a teraz czekam na następny rozdział x Liczę też na to, że odwiedzisz mojego bloga z dość nietypowym opowiadaniem i Harrym until-dawn-fanfiction.blogspot.com Nie będę miała też nic przeciwko jeżeli poinformujesz mnie tam o nowym rozdziale :) Życzę weny! x

    OdpowiedzUsuń
  6. Wow ♥ jest mega ale brakuje mi trochę zadziornosci u Lilly ♡ jak już mówiła wątek z Loganem bezbłędny :* oby tak dalej :D

    OdpowiedzUsuń