wtorek, 9 lutego 2016

02. Chapter 15


-Hej, mamo – przywitałam się, kiedy zobaczyłam jej twarz na ekranie monitora. Z lekkim opóźnieniem dostrzegłam tuż obok Mayę. – Hej, Maya – dodałam.
-Hej – odparły chórkiem, po czym spojrzały na siebie i zachichotały. Skręciło mnie z zazdrości i poczułam chęć, aby ponownie zwymiotować.
-Tata przyjechał – oznajmiłam.
-Tak? Po co? – zapytała.
-Rzekomo mnie odwiedzić. I będzie mnie odwiedzał przez cały miesiąc – jęknęłam.
-Może nie będzie tak źle – chciała mnie pocieszyć.
-Już zdążył mnie nazwać dziwką. Dwa razy – powiedziałam, mając w pamięci jego ostre słowa na mój temat, które kierował do babci. Myślał, że tego nie słyszę. Słyszałam.
    -Pieprzony Logan – przeklęła matka pod nosem, potem zerkając ze skrępowaniem na Mayę. To była rodzinna sprawa. Wiedziałam, że nagle zaczęła mamie przeszkadzać obecność mojej przyjaciółki. I dobrze. Poprawiło to trochę kondycje mojego ego. – Dlaczego cię tak nazwał?
-Bo nie wróciłam na noc do domu. Wyszłam późno z klubu z Loganem, więc zdecydowałam zostać u niego – trochę naciągnęłam tę wersję, ale wiedziałam, że mama nie dopyta mnie o szczegóły i że nie będzie mnie podejrzewać o nic z Loganem. Wiedziała o HIV. W przeciwieństwie do Mayi. Jeszcze nie znalazłam odwagi, aby jej o tym powiedzieć.
Spojrzałam na twarz May i w kamerce. Poruszyła śmiesznie brwiami, ale pokręciłam ledwo zauważalnie głową, dając jej tym samym do zrozumienia, że do niczego nie doszło. Miałam poważną minę, więc wiedziała, że jej nie wkręcam.
-Dobrze zrobiłaś. Wracanie po ciemku samej do domu to nie jest dobry pomysł – poparła mnie.
-Co zamierzasz zrobić z tatą? – zapytała Maya.
-Unikać go – powiedziałam.
-Lil, nie zachowuj się jak on. Wiem, że unikał nas przez cztery lata, ale pokaż mu, że jesteś warta więcej niż cię wycenił. Nie daj mu mieć racji, jest wtedy nieznośny – poprosiła mnie mama.
-Kiedy nie mogę. Nie znoszę tego, że tu jest. Nie znoszę tego, że dzięki niemu mój pokój wygląda jak wygląda. Nie znoszę, że muszę nazywać go „tatą”, jakby był mi bliski na równym stopniu, co ty – odparłam.
-Może chce się zmienić – zasugerowała.
-I w tym celu nazwał mnie dziwką. Dwukrotnie. Proszę cię, mamo. On się nigdy nie zmieni – powiedziałam, wzdychając.
-Jest trudny, to prawda – przyznała.
-Cieszę się, że na święta jadę do was. Nie będę mu musiała składać życzeń, ani dawać prezentu. Po prostu się wywinę – oznajmiłam.
-Będę z wami na święta – oświadczyła nagle Maya.
-Co? Jak to? Nie wracasz do Watford? – zdziwiłam się.
-Nie, nie udało mi się zabukować dobrego biletu – powiedziała. – Rodzice przyjeżdżają tu. Możliwe, że spotkacie się na lotniku albo w samolocie. Wylatują z Londynu.
-To pierwsze takie święta – zauważyłam. – A co z twoim bratem?
-Zabiera Molly na wyspy karaibskie. I tak by go nie było – odparła.
-No, to szykują się ciekawe święta. Bez dziadków, wśród nowej, a jednocześnie tak dobrze znanej rodziny – powiedziałam.
-A co Logan robi w święta? – zapytała Maya.
To dobre pytanie. Raczej nie leci do siostry do Australii. Nie ma nikogo bliskiego, więc pewnie jest… sam.
-Wiesz co? Chyba nic – odparłam, będąc dalej w szoku, że nie pomyślałam o tym wcześniej.
-A rodzina? – zapytała mama.
-To skomplikowane, mamo. On nie ma raczej do kogo pojechać – powiedziałam.
-Weź go ze sobą. Z chęcią go poznam – zaproponowała mama. – To i tak będą dziwne święta, możemy więc udziwnić je jeszcze bardziej. Bo wiesz… nigdy nie wyobrażałam sobie, że moja osiemnastoletnia córka może przyprowadzić chłopaka na święta, ale w sumie… skoro nie ma gdzie się podziać, może być z nami. Boże, jak to się wszystko szybko dzieje.
Zaśmiałam się.
-Zapytam go o to. Nie wiem, co powie. Jest… dziwny, jeżeli chodzi o poznawanie rodziny – powiedziałam. – Kiedy poznawał dziadków, nie odzywał się przez cały obiad, dopóki dziadek nie zaczął mu opowiadać o motorze, jaki miał, gdy był młody. Wtedy się ożywił i usta nie przestały mu się zamykać. Teraz gada tylko z dziadkiem, z babcią ledwo się wita. Jakby gryzła czy coś – śmiałam się.
Piknął mój facebook, ale zignorowałam go. Stwierdziłam, że czat sprawdzę dopiero, gdy skończę rozmowę z mamą i Mayą.
Półtorej godziny później byłam wolna i pierwsze co zrobiłam, to napisałam sms’a do Logana.
Ja: Co robisz w święta?
Odłożyłam telefon i włączyłam fejsa. Byłam zalogowana na koncie Moon Sunshine, więc to znaczyło, że napisał do mnie ktoś nieznany. Nie zdążyłam sprawdzić kto, a dostałam odpowiedź na sms’a.
Logan: *ateista*
Zdecydowałam się więc wysłać poprawioną wiadomość.
Ja: Co robisz 24-25 grudnia?
Logan: Korzystam z wolnego. Obijam się, jem pizzę i zastanawiam się, co robi moja piękna dziewczyna, kiedy jest gdzieś w Ameryce.
Ja: A może chciałbyś z tą „piękną” dziewczyną posiedzieć trochę w Ameryce? Tylko do 28 grudnia.
Logan: Miałbym poznać Twoją rodzinę?
Ja: Jeśli chcesz pojechać, to raczej nieuniknione.
Logan: Nie wiem.
Ja: Okej.
Logan: ??
Ja: Nic.
Logan: Jesteś zła?
Trochę.
Ja: Nie. Daj znać jak będziesz wiedział, bo nie wiem, czy zabukować Ci bilet.
Logan: Możesz zabukować, najwyżej cofniesz rezerwację.
Ja: Okej.
Zabukowałam więc bilet, a potem znów włączyłam czat na facebooku. Napisał do mnie jakiś Peter Smith. Na jego miniaturce widniał wielki niebieski kurczak, a wiadomość od tego fana ptactwa głosiła: „Hej. Oglądam twoje filmiki od niedawna. Są bardzo dobre, myślałaś kiedyś o zarabianiu na tym?”. Ewidentnie był świeży. Niejednokrotnie powtarzałam, że nagrywam dla hobby, nie dla zarobku.
Moon: Hej, Peter! Nie, nigdy. Zawsze chciałam robić to dla siebie. Obawiam się, że zarobki by to zepsuły.
Peter: Mogłabyś to robić dalej dla siebie i mieć z tego zysk. Czy nie na tym opiera się życie? Żeby robić coś, co się kocha i mieć za to pieniądze? Wiele youtuberów zarabia na swoich filmach i dalej robią je dla przyjemności, nie dla zysku.
Moon: To nie dla mnie. Nie chcę. Mam pracę i chce utrzymywać się z niej.
Peter: Pracujesz? O.O
Moon: Yhym, na basenie :)
Peter: Ja nie >.< Jestem obibokiem XD
Moon: Utrzymanek rodziców?
Peter: Taty. Mama mówi, że mam się wziąć za robotę i nie będzie mi płacić za lenistwo. Czasem dorabiam coś dorywczo, ale na utrzymanie to za mało. Ale nie mówmy o mnie. Ty tu jesteś gwiazdą :P
Moon: Nigdy tak nie mów :-/ Jestem zwykłą dziewczyną.
Peter: Bardzo mądrą. Twoje filmiki na to wskazują.
Moon: Tylko niektóre to coś więcej niż może żale.
Peter: E tam, poruszasz ważne tematy. Mobbing, samookaleczanie, rasizm… Masz takie poglądy, że Twoi rodzice powinni być z Ciebie dumni.
Moon: Nie oglądają.
Peter: Nie wiedzą?
Moon: Wiedzą, ale nie interesuje ich to za bardzo. Mama uważa, że to mój świat i nie będzie się wcinać, a ja jeśli będę chciała to sama jej powiem.
I w podobny sposób spędziłam całe po południe i wieczór. Peter okazał się naprawdę bardzo dobrym towarzyszem. Świetnie nam się pisało i dogadywaliśmy się prawie bez słów. Nie musiałam mu tłumaczyć, dlaczego częściej wspominam o mamie niż tacie. Nawet o to nie zapytał, a to sobie bardzo ceniłam. Kiedy człowiek był ciekawy, a jednocześnie nie ingerował w czyjeś życie, nie pchał się z buciorami. Kiedy miał na tyle wyczucia, aby wiedzieć, o co nie pytać.
Z Peterem gadałam dosłownie o wszystkim. Znaczy… Nie wchodziliśmy na poważniejsze tematy. Gadaliśmy o pierdołach, takich jak ulubione ciasto albo ile razy trzeba przesłuchać jakiegoś kawałka, aby się znudził. W międzyczasie odzywał się inne osoby, ale z nikim nie gadałam tyle czasu co z Peterem.
Logan pewnie miałby mi to za złe, ale nie obchodziło mnie. To był tylko widz, a ja często pisałam z osobami pokroju Petera. To tylko wirtualna znajomość, a taka zawsze dla mnie miała… marne znaczenie. Peter tamtego dnia stał się moim zabójcą nudy, ale nic więcej. Nie zamierzałam się z nim spotykać, ani nic takiego. Będąc osobą tak znaną w Internecie, często nawiązywałam wirtualne znajomości, ale nigdy nie przenosiłam ich do rzeczywistości. Wychodziłam z założenia, że co jest w Internecie, to w Internecie zostaje. Zwłaszcza, że moim przypadku przenoszenie wirtualnych znajomych do prawdziwego świata jest bardzo niebezpieczne. Peter mógł wydawać się miły, ale może faktycznie był zbokiem albo hejterem, zazdroszczącym mi mojego sukcesu, chcącym doprowadzić do mojej zguby. Lepiej nie ryzykować.
Peter: Długa ta rozmowa :P Jesteś świetną rozmówczynią.
Moon: Zanudzam XD
Peter: Pewnie, już śpię, zzzzzz…
Moon: Nie odbierz tego za chamskie pytanie, ale czemu w ogóle napisałeś?
Peter: Nie wiem. Chciałem Ci powiedzieć, że robisz dobre filmiki.
Moon: I przy okazji zajęłam Ci cały dzień XD
Peter: Spoko, jestem no lifem. Nie miałem nic lepszego do roboty.
Moon: A Twoja dziewczyna?
Nie wiem, czemu to napisałam, ale po prostu… Nie mogłam się pohamować. W sumie naprawdę mnie to nie obchodziło, ale jakoś tak… Peter był taki miły i zabawny. Nie mogłam uwierzyć, że jest tak w pełni no lifem. Musiał mieć dziewczynę, przyjaciół i tak dalej.
Peter: Ostatnio taka jedna dała mi kosza :c
Moon: Ładne kwiatki i jest Twoja :)
Peter: Nie da rady. Nawet brylantami bym jej nie kupił.
Moon: Taka zadufana w sobie?
Peter: Nieee. W sumie jest zajęta XD No i zrobiłem kiedyś głupstwo, więc…
Moon: Okej XD Nie wnikam.
Peter: Możesz mi powiedzieć, co mógłbym zrobić, żeby ją do siebie przekonać :p
Moon: Jak jest zajęta to jednak nie polecam. Jej chłopak mógłby się wkurzyć, jakby się dowiedział, że coś próbujesz.
Peter: Racja. Już się wkurzył :c Więc co robić?
Moon: Poczekaj, aż będzie wolna. A jak nie będzie to po prostu odpuść.
Peter: Nie takie łatwe :-/
Peter: A jak będzie wolna to co?
Moon: Przyślij jej kwiaty i nie podpisuj się. Zrób tak kilka razy, a potem zaproś ją do kina ;) Tylko poczekaj, aż będzie wolna! Inaczej szkoda kwiatów.
Peter: Ile to kilka?
Moon: Definicja mówi, że od 3 do 9. :P
Peter: Kurczę. Musze lecieć. Mój kumpel przyszedł.
Moon: Kłamca!
Peter: Co?? Dlaczego?
Moon: Mówiłeś, że jesteś no lifem :P
Peter: Nie aż tak :P Kilku przyjaciół mam XD
Moon: Kilku?
Peter: Definicja mówi, że to od 3 do 9 ;)
Moon: Okeej. Leć. Pozdrów go ode mnie. Paaa.
Peter: Postaram się, pa :*
Peter: PS: Przemyśl poważnie te zarobki. Z tego co wiem, nie studiujesz, a dzięki temu byś mogła.
I zniknął, uświadamiając mi rzecz, z której nie zdawałam sobie sprawy wcześniej.
Mogłabym pójść na studia, gdybym tylko tak bardzo nie trzymała się tych swoich głupich moralnych zasad, które tak naprawdę obchodziły tylko mnie.

8 komentarzy

  1. Jestem na 90% pewna,że nasz Peter to Harry :3

    OdpowiedzUsuń
  2. Coś czuję, że ten cały Peter to Harry. Ale z niego chytrus. Mam nadzieję, że Lilly spędzi święta z Loganem i wszystko będzie cudownie.
    Nie mogę się doczekać następnego rozdziału. Dodaj jak najszybciej.
    Pozdrawiam *.*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nominowałam Cię do LBA :) Szczegóły na http://hopebravestory.blogspot.com/

      Usuń
  3. mam nadzieje, że jednak Peter to nie Harry, jakby to naprawdę był on wydawałoby mi się to zbyt oklepane

    OdpowiedzUsuń
  4. Nigdy nie dodawala komentarzy ale teraz jestem pewna na 100% ze Peter to Harry. Dla mnie bomba.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Good idea! Ja aka mistrzyni teorii spiskowych, na to nie wpadła? Co za wstyd, ale to byłoby naprawdę ciekawe!

      Usuń
  5. Święta będą należeć tylko do nich! I dostaną pod choinkę info że nie ma HIV. A Harry znajdzie inną ♥ . Rozdział super ale trochę mało się działo.

    OdpowiedzUsuń